MIŚ ALBO HISTORIE RODZINNE

SCENA 1

Na zasłoniętą kurtynę świeci reflektor. Biją werble. Pojawia się MIŚ SMUTEK, wysłużony, powycierany ale bardzo żwawy.

MIŚ SMUTEK:

wzdłuż tekstu (równolegle) powinien pojawiać się (i być cały czas wyświetlany) rysunek misia. Pod spodem plik audio z odgłosami Misia.

Witam państwa tego wieczoru, witam państwa tego wspaniałego wieczoru, kiedy opowiadam. Kiedy opowiadam ja. Jestem opowiadaczem nad opowiadaczami.  Mam uszka do słuchania i pyszczek do opowiadania.

Pamiętacie te czasy, kiedy na kolankach w kościółku modliliście się? Kiedy patrzyliście w stronę ołtarza z nadzieją i wielkim wyczekiwaniem, kiedy ach kiedy ta msza się skończy. W tym ciemnym miejscu, w tym ciemnym kościółku do którego iść trzeba. I kiedy po spowiedzi, po puknięciu w konfesjonał czuliście się lżejsi niż aniołek wigilijny, niż baranek z cukru wielkanocny.

Te czasy kiedy śnieg jeszcze padał a zima była zimą a lato latem, a jesień jesienią a wiosna wiosną. Wtedy braliście swoje saneczki, szliście na pobliską górkę i zjeżdżaliście raz za razem aż się wam nie znudziło, aż rękawiczki nie przemokły, a czapka nie spadła na oczy.

A pamiętacie ten czas kiedy szliście do szkoły, sami krok za krokiem i nikt was nie prowadził za rączkę jak wy teraz prowadzicie swoje dzieci, tylko sami żeście szli. Zuchy, same, samodzielne.

A pamiętacie te czasy kiedy biliście się z rodzeństwem do pierwszej krwi i nikt nie przerywał zanim krew się lać nie zaczynała, no bo skoro się nie leje… Albo kiedy brat dusił poduszeczką ale tylko do utraty przytomności.  Tylko do utraty, bo potem odpuszczał, potem przestawał.

Dwa wdechy, dwa wydechy. Złość nie przechodzi? Nie mija? A rozrachunek życiowy jaki jest? Na korzyść, czy na niekorzyść, tak myślałem…

Mam ucho na łzy, mam ucho na skargi. Patrzcie mam oczka, takie zaszklone, wydrapane, o jedno wypada. Poczekajcie, zaraz je sobie włożę (wyjmuje oko i wkłada na miejsce).

Noska też nie mam. Już dawno mi urwała. Ale to mi nie przeszkadza. Nie, nie, absolutnie minie przeszkadza.

Tak, jestem stary. Mam 33 lata. W życiu misia to bardzo dużo.

Haha, hihi, nie ma się czym przejmować.

Przytulamy?

Nie chcecie. No troszkę podśmierduję, to prawda. Ale ile łez o mnie wytarto, ile razy mnie ciamkano, ile razy rzucano w kąt, ale to nic strasznego. Czasami leżałem i się kurzyłem. Warto było, odpoczywałem. Dla miłości to wszystko. Od tego jestem, żeby mnie kochano. Kochajcie mnie. Nie bójcie się. Nie lękajcie się. Od tego jestem. Jestem tu dla was. Otwórzcie ramiona. Otwórzcie ręce. Hej! Pam pam!

Ś

Ś

Ś

Ś

Ś

Ś

Ś

Ś

Ś

Ś

Ś

Ś

Ś