WANDA

Mleko, mąka, dwie cytryny, łopatkę z kością. Rosół. Rosół zawsze solę łzami. Wpadają wielkie mokre kule, jak groch, jak fasolka. Matko Boska, czym słodziłaś desery? Czy biały cukier naprawdę zabija? Odrywam serce po kawałeczku. Białym lukrem pokrywam. Dla was. Na zdrowie. Żebyście się uśmiechali. Zbieram wasze uśmiechy i suszę na później. Uzbieram dużo za dużo i wejdę do królestwa. Żeby tylko zrównoważyć to, kim zapomniałam być, kim mi się nie udało, nie zdążyłam, nie mogłam. Krawężnik mi odjechał. Zostawił mnie w zatłoczonym autobusie linii 108. Byłam tam zupełnie sama.

Wyszłam dzisiaj z domu.
Ciągle coś mi się przypominało, o czym zapomniałam.
Czajnik na gazie. Czy ja zgasiłam czajnik? To znaczy gaz. Czy wyłączyłam gaz?
I wodę. Nie pamiętałam, czy wyłączyłam wodę. Wręcz byłam przekonana, że na pewno nie wyłączyłam. Byłam gotowa wracać, ale wiem, że nie mogę. Czekałam na wizytę u endokrynologa piętnaście miesięcy. Nie mogłam dać się tym myślom.
Zapomniałam tych nawyków. Bezmyślne czynności uciekły, gdy ich nie używałam. Bez nich nie umiem już sklejać dnia. Muszę wszystko zaczynać od nowa.
To chyba starość. Młodszym już człowiek nie będzie.
Dzieci odchowałam. Nie można mi nic zarzucić. A takie słodkie to było. Oczka jak koraliki.
Tylko uparte po ojcu.
Byłam w sklepie. Tam młody chłopak ze słuchawkami na uszach udaje, że nie słyszy.
Mógłby sobie przyjść o każdej godzinie, ale nie. On przyjdzie akurat na moje. To moje godziny są. Przeskakują na mnie te jego robaki młodości. Pluskwy kąsające, żeby iść dalej, do przodu, nie oglądać się za siebie, a ja właśnie chce patrzeć za siebie. Lubię. Po co mam patrzeć w przód, jak tam mnie nie ma!
Ci młodzi zarzucają świat tą swoją młodością, sprawnością. Każdy ich włos krzyczy, że wszystko może się zdarzyć. Ta wszystko – człowiek chce im odpowiedzieć. Ani nie spojrzysz, a ta cała twoja atrakcyjność zginie, ta bystrość umysłu, z którą się utożsamiasz, wyleci – hen daleko. Jak pranie, które zabrał wiatr. Ani to ciało, ani umysł nie są twoje. Nie obejrzysz się nawet, a minie, ale może lepiej żebyś nie wiedział.
Każdy ma rzeczy, bez których nie wyobraża już sobie życia. Ja lubię miętówki. Miętówki to przecież nie jest nic złego, ale nawet tego chce mi zabronić lekarz. Że miętówki złe. Jak złe, jak to sama mięta. No, może trochę cukru.
No ja nie wiem, jak to tak można. Przecież jest jeszcze w człowieku jakaś przyzwoitość.
Po chwili.
Nie. Nie ma już przyzwoitości. Panie, że ty widzisz i nie grzmisz.
Zaczyna sprzątać.
Najbardziej lubiłam w życiu oglądać dziecięce nagrobki. Znaczy się jak byłam na cmentarzu, nie to, że w ogóle to najbardziej lubiłam. Te wszystkie aniołki, co poszły do niebka, co ich Aniołowie Stróżowie nie musieli się za bardzo napracować, bo szast prast i po robocie było. Odejmowałam życie od śmierci w poszukiwaniu rekordów. To znaczy daty. Daty odejmowałam – urodzenie od śmierci trzeba odjąć, żeby wiedzieć, ile ktoś żył, prawda? No to ja właśnie tak robiłam, i szukałam tych najkrótszych. Najkrótsze są najlepsze, najniewinniejsze, najbardziej człowieka tak kolą w serce i miętoszą w żołądku. Jak wyciąg z ziół na spirytusie.
Marzyłam czasem, żeby umrzeć jak najwcześniej, w niewinności, żeby mój Anioł Stróż się za bardzo nie namęczył, nie napracował. A co Aniele Stróżu jesteś tu jeszcze?
Oh! Mam nadzieję, że mnie nie podglądasz, jak się myję, czy jak robię inne nieprzyzwoite rzeczy. To znaczy nieprzyzwoitych to ja już w ogóle niestety nie robię. Ale mówię o tych nie do końca nadających się na obraz w dużym pokoju. Nawet do kuchni nie.
Chociaż, właściwie, to ci dzisiejsi artyści może by byli zainteresowani. Dzisiaj już przecież nie ma czego malować.
Polowań nie ma, krajobrazów nie ma, portretów nie ma po co malować, bo człowiek ciągle na te twarze patrzy. Zdjęcie jest człowiekiem właściwym. Jak się taką osobę spotka w rzeczywistości, to tylko się może człowiek zawieść. A ja się nie lubię zawodzić. Szczególnie na ludziach.
Pan Bóg nas przecież stworzył, to chyba miał plan. Pomysł. Widział, co robi. A to, co teraz, to jest tylko chwilowa przerwa w nadawaniu programu.
Aniele Stróżu? Jesteś tu? Jesteś mężczyzną czy kobietą? U was to też jest takie ważne jak u nas? Stróżu! Aniele! Odezwij się?
Cisza. Nie, ja myślę, że mój Anioł Stróż, musiał zawiesić działalność chyba mniej więcej wtedy, jak wychodziłam za mąż. Tak mi się wydaje, bo to wtedy się to wszystko zmieniło.
Tak.
Przydałby się na stare lata. Już nawet mniejsza o tą płeć. Żeby po prostu był. Żeby tak człowiek nie musiał kłapać jadaczką do samego siebie, odgrywać rozterek i monologów przed cichą widownią jak na sądzie bożym.
Nadajesz w eter, ale czy ktoś to odbiera, nie wiadomo.
Kiedyś to człowiek widział drugiego człowieka, a teraz. Teraz to już nic nie widzi.

PODARUJ DATEK JEZUSOWI

default

Kiedy wychodzisz nic się nie zmienia.
Nigdy nie było na to szansy.